środa, 22 czerwca 2016

Rozdział VIII - Przeszłość powraca... , A past become....

 Obudziłam się w pokoju Ewy oraz w dość późnych godzinach porannych, a dokładniej parę minut po 12. Nigdy tak kiepsko się nie czułam, ale taki jest urok imprezowania do bladego świtu.
-"Max!"- zawołałam pieska żeby poszukał mojego "pojazdu". Gdy już przybiegł z wózkiem - tak jak co dzień - poszliśmy zrobić sobie pyszne śniadanie. No a w sumie próbowaliśmy, gdyż okazało się, że lodówka jest prawie, że pusta.
-"No to co piesku dzisiaj skromnie nie?"- uśmiechnęłam się do niego, a ten na znak odpowiedzi pomachał ogonem i radośnie zaszczekał -"Niestety skończyły się twoje ulubione kulki, ale wytrzaśniemy coś innego. Hmmmm... może tak "mięsna przekąska"? - popatrzałam na puszkę leżącą koło miski Maxa, a na niej leżała karteczka, która mówiła, że : "Nie chciałam was budzić więc przygotowałam wam śniadanie! Mam nadzieję, że będzie wam smakowało. Wrócę trochę późno. Ewa".
-"Eh Max i co byśmy bez tej Ewy zrobili co?"- zapytałam go, a on przykucnął i pochylił głowę na bok -"Heh. Też tak myślę" - kontynuowałabym, gdyby po domu nie rozległ się odgłos dzwonka do frontowych drzwi - "A tu kogo niesie?"- odłożyłam puszkę i ruszyłam w stronę drzwi. Okazało się, że to był Lukas.
-"Lukas! Co ty tu porabiasz?".
-"Przyszedłem zobaczyć jak się macie po wczorajszych urodzinach"- uśmiechnął się szarmancko brunet.
-"A dobrze" - rzekłam i przy tym nastąpiła chwilowa cisza. Brunet zaczął wymachiwać oczami w stronę drzwi, a ja dopiero po pary minutach zrozumiałam o co mu chodzi - "A tak! Przepraszam... Może wejdziesz?"- otworzyłam szerzej drzwi i wskazałam ręką by skierował się do salonu.
-"A chętnie"- zaczął się śmiać, a ja razem z nim - "A jest może Ewa?" - zapytałam z lekkim skołowaniem.
-"Niestety jej nie ma, ale myślę, że za niedługo wróci"- odparłam brunetowi.
-"Nie przeszkadzało by ci,gdyby tu na nią poczekał?"- wskazał na kanapę okrytą sztuczną skórą o kolorze żółtym.
-"Pewnie! Czuj się jak u siebie!"- stuknęłam go łokciem w biodro na znak żeby się mnie ni krępował.
-"Dzięki. To co długo się znacie z Ewą?"- zapytał ciekawski. Już teraz widzę, że pasują idealnie do siebie.
-"Tak. W sumie znamy się od urodzenia. Dla mnie jest jak siostra, której nie miałam.."- spuściłam głowę u uśmiechnęłam się słabo do siebie.
-"Aaaa. Zazdroszczę ci. Ja mam, a dokładniej miałem rodzeństwo..."- również spuścił głowę, ale na jego twarzy pojawił się grymas bólu i rozpaczy.
-"Jeżeli mogę wiedzieć, dlaczego MIAŁEŚ rodzeństwo?"- zapytałam przy tym nie chcąc wyjść na jakąś niemiłą.
-"Miałem brata, który popełnił samobójstwo"- zaczął się cały trząść.
-"Przykro mi ... a mogę wiedzieć choć jak miał na imię?"- zapytałam przy tym dotykając jego ramienia.
-"Tak... miał na imię David..."

I woke up in a room and Eve in a fairly late morning, more precisely a few minutes after 12. I never felt bad not to, but that is the charm of partying into the pale dawn.
- "Max!" - I exclaimed dog that looked for my "vehicle". When you ran the trolley - like every day - we went to take a delicious breakfast. Well, all in all we tried, it turned out that the refrigerator is almost empty it.
- "So what, boy today simply doesn't?" - Smiled at him, and this a sign of response wagged his tail and barked joyfully - "Unfortunately ended your favorite balls, but shake out something else. Hmmmm ... maybe so" meat snack "? - I looked at the box lying near the bowl Max, and on it lay a piece of paper, which said that:" I didn't want you to wake you so I prepared breakfast! I hope you like it. I'll be back a little late. Eve ".
- "Eh Max and what would we do without that Eve did what?" - I asked him, and he crouched down and bowed his head to the side - "Heh. I think so too" - kontynuowałabym if the house came the sound of a bell on the front door - " and here who carries? "- I put the can and headed for the door. It turned out that it was Lukas.
- "Lukas! What are you doing here?".
- "I came to see how are you after yesterday's birthday" - smiled gallantly .
- "A good" - I said, and at the same time there was a momentary silence. Lukas waved his eyes toward the door, and I was only after a pair of minutes I realized what he meant - "And yes! Excuse me ... Can you come?" - Opened the door wider and gestured to headed to the living room.
- "A happily" - began to laugh, and I with him - "A is perhaps Eve?" - I asked with a slight skołowaniem.
- "Unfortunately it isn't, but I think for will be back soon" - I said him.
- "I don't mind that you were here it wait?" - Pointed to a couch covered with artificial leather with yellow.
- "Sure! Make yourself at home!" - Tapped him with his elbow in the hip on a sign to me than was embarrassed.
- "Thank you. What a long time to know with Eve?" - He asked curious. Now I see that they fit together perfectly.
- "Yes. In total, we know from birth. For me it is like a sister, which I didn't .." - He lowered his head in smiled faintly to himself.
- "Ahhh. I envy you. I have, and more had siblings ..." - also dropped his head, but his face a grimace of pain and despair.
- "If I know why HAD siblings?" - Asked at the same time not wanting to go out for some unpleasant.
- "I had a brother who committed suicide" - began to shake all.
- "I'm sorry ... and I know even as his name was?" - I asked while touching his arm.

- "Yes ... his name was David ..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz